niedziela, 27 sierpnia 2017

Cała prawda o macierzyństwie- bez cenzury.

Budzisz się rano, jesz śniadanie, żegnasz wychodzącego do pracy (męża/partnera) patrzysz w lustro, głaszczesz się z rozrzewnieniem po swoim sporym brzuszku, uśmiechasz się i myślisz  " maleństwo lada moment będzie na świecie"
Ubierasz się, i wychodzisz z psami na wybieg , ploteczki.. Ale coś cię niepokoi, ból jak na okres . Ale co tam nie denerwujesz się, przecież masz jeszcze czas. ( cholera jaki czas ?!) jak dwa dni do terminu ?! to jaki czas. Zbierasz się , biegniesz do domu jedna no-spa , druga.. Spokój . Ale co znowu ? Biegiem lecisz do sklepu i kupujesz pełno żarcia . W domu siadasz i żresz tak jakbyś zbierała siły. No gdzie , jak dopiero masz za dwa dni termin . Kładziesz się spać. Budzisz się o 3.. ból jak cholera kolejna no-spa idziesz spać.. No i znów pobudka,  godzina 5 rano...
Teraz już wiesz że się zaczyna..


Ciągłe wizyty w toalecie, pakujesz do końca torbę i nie wiesz co ze sobą zrobić. Skurcze męczą a ty nie chcesz uwierzyć, że to już! Trzymasz telefon i liczysz skurcze.. Jesteś tak zdenerwowana , że nie wiesz czy jechać czy nie. W końcu bierzesz telefon. Palce wirują po ekranie, a Ty zalewasz wujka Google miliardem lub mniej lub bardziej ważnych (lub dziwnych) zapytań.
Jedno forum , drugie i pięćdziesiąte piąte.. Wszędzie serduszka , kwiatuszki i ptaszki ohy i ahy jaki to poród jest znośny, a macierzyństwo proste i cudowne

Niech mnie ktoś strzeli lub wybudzi ze śpiączki.. !!!
Kto piszę te idiotyczne pożalsięboże porady i opinie? Czy ci ludzie naprawdę byli w ciąży, mieli kilometry rozstępów na brzuchu , dupie cyckach i jeszcze tam gdzie można je mieć. Czy rodzili dzieci i nawet kilkanaście godzin w okropnych bólach, a potem zmagali się z początkami macierzyństwa, które są cholernie ciężkie tylko nikt zbyt chętnie o tym nie mówi ? Myślę, że celowo omija się codzienność wczesnego macierzyństwa bo w przeciwnym wypadku nawet 500+ nie zachęciłoby do powiększania rodzin

Myśląc, że w Szkole Rodzenia powiedzą przecież dużo więcej wartościowych wskazówek, wskażą na co zwrócić uwagę, co może nas czekać, jak to wszystko ogarnąć, analizujesz i wybierasz TĘ WŁAŚCIWĄ! super, no przecież nie ma większych specjalistów jak położne!

No i znowu PUDŁO. Chodzisz na zajęcia, nie omijasz żadnych spotkań, słyszysz znowu tylko jaki to piękny czas, że bepanthen jest najlepszy, że sudocrem, że nivea czy ziajka i inne duperele, no po prostu na wszystko jest rada !

Podpowiem- oczywiście nie każdej z nas ( lub nie każda się chwali tym ) że po ciąży zostają rozstępy, kilogramy nie schodzą tak szybko jakby się chciało, Ba! albo w ogóle waga stoi w miejscu, nie zawsze się uda karmić piersią tak długo jakby się chciało i to z miliona powodów. Dziecko płacząc nie zawsze sygnalizuję siku, kupa, matka daj cyca czy weź mnie przytul i nudzę się. Płacze też bo coś boli, coś doskwiera i wiecie co?.
Nie wpadniecie tak łatwo na to co dziecko boli i o co chodzi. Wiem po sobie.
Kiedy już naczytasz się rad internetowych pożalsięboże specjalistów, wysłuchasz pięciu położnych i wybierzesz szpital ( zakładam, że wyprawka również była poprzedzona czytaniem blogów, stron, opinii im podobnych, ale nie w tym rzecz), przyjdzie ten PIĘKNY dzień czyli poczujesz największy i najgorszy ból jaki w życiu czułaś, pękniesz albo rozetną Ci cztery litery, będziesz miała nałożone szwy i przysięgam, że od tego momentu nie usiądziesz na tyłku przez dłuższy czas.

Powrót do domu.
Wracacie w dwójkę/trójkę/czwórkę ze szpitala do domu i o ile nie trafiłaś szóstki w Lotto i twoje dziecko nie śpi cały czas, zaczynają się płacze. Pierwszy- mokra pielucha, drugi- mama daj cyca, trzeci- przytul mnie, czwarty- pielucha, piąty- cyc i tak w kółko.., aż przyjdzie stopięćdziesiątyszósty płacz- NIEWIEMOCOMICHODZIALERYCZĘIRYCZĘIRYCZĘ.
No i co wtedy ??? pielucha nie, jedzenie nie, szumiś nie, przytulanie nie, grzechotki nie, samochód też nie..., Nie nie  i jeszcze raz nie. Pierwsze kolki, pierwsze gazy w jelitkach, pierwsze mamgorszydzień..

Facet kończy urlop ( albo go w ogóle nie miał- tak jak w moim przypadku), idzie do pracy a Ty po pierwszych dniach samej z dzieckiem patrzysz z tęsknotą na drzwi, jak pies i wraz z ich otwieraniem się ponownie punkt 18:34 i broń boże ani minuty później, biegniesz z dzieciem na rękach wręczając je tatusiowi do uspokojenia..
A tu kolejne rozczarowanie- dziecko nie chce się uspokoić w ramionach tatusia ?? Nic dziwnego jak maluch widzi tylko Twojego rozczochranego koka i brak makijażu całymi dniami, no a tatuś to tylko atrakcja chwilowa w ciągu całego dnia z mamusią.

Dziewczyny niestety, wstawanie w nocy, bycie całe w kupie począwszy od dziecka który kupę ma na tyłku, piętach, plecach, brzuchu po wasze ręce, łokcie, twarze a nawet brzuchy, ciągły niewygląd, zmęczenie, bolący tyłek, plecy, wszystko co tylko należy do naszego ciała, walka z piersiami o karmienie dziecka, ulewanie, wymioty, antybiotyki, szpitale, bezradność  wiele wiele innych to RZECZYWISTOŚĆ. Nie serduszka, róże, błękity misiaczki pysiaczki i kij go wie co jeszcze..

No ale na szczęście od mojego porodu minęło już 5 miesięcy, nabrałam wprawy.. A przyznam, że będąc w ciąży obawiałam się wszystkiego, że nie poradzę sobie z karmieniem, że nie będę umiała jej wykąpać, nie będę wiedziała kiedy mam jej zmienić pieluchę czy też co ile miałabym ją karmić. Początki bywają trudne, bo nie od razu Kraków zbudowano. Stopniowo, na spokojnie uczyłyśmy się siebie nawzajem.




7 komentarzy :

  1. Jest tak jak piszesz, ja chyba poczułam sie dobrze i nabraam wprawy kiedy młoda skonczyła 4 miesiące. I teraz.. jest z górki, mam wrażenie, że świetnie się dogadujemy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, ale masz w tym wiele racji. Dziś z resztą rozmawiałam o podobnym temacie z koleżanką... Macierzyństwo jest trudne i męczące, ale zdarzają się tak cudowne chwile, dla których naprawdę warto się "pomęczyć" :) w końcu...to pierwszy i ostatni raz w naszym życiu... Później będziemy już tylko babciami ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No co tu będę ściemniać. Jest jak napisałaś. Ja tak miałam przez pierwsze pół roku życia moich córek. Na szczęście im starsze, tym lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny post. Masz całkowitą rację. Rodziłam również w marcu, ale po raz drugi i wiedziałam, co mnie czeka. Aczkolwiek było łatwiej i szybciej. Niestety wcale nie bolało mniej. Ciąża, poród i macierzyństwo do trudny czas, ale jednak niezwykły i dla mnie wspaniały. Cieszę się, że początki mam już za sobą, kolejnego porodu i połogu już nie mam ochoty przechodzić... Dałaś mi pomysł na nowy wpis, dzięki. I trzymam kciuki za Twoje macierzyństwo. Będzie coraz ciekawiej. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Opisałaś chyba najgorszy scenariusz ale po części sie z toba zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety w mediach lansowany jest stereotyp macierzyństwa idealnego, w którym dziecko ciągle śpi, karmienie piersią jest proste, a ty chudniesz w zastraszającym tempie. Nikt nie ma odwagi powiedzieć, jak to jest, że jest ciężko, że jesteś niewyspana, niewykąpana, chodzisz w poplamionych ciuchach. A taka jest rzeczywistość, z którą trzeba się zmierzyć. Ale kto sobie lepiej poradzi, jak nie matka?

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzeczywiście obraz macierzyństwa prezentowany w mediach odbiega od rzeczywistości. W której młode matki muszą łączyć opiekę nad dzieckiem, zajmowanie się domem, a często również pracę. A na pytanie męża: Co robisz? Ma ochotę odpowiedzieć: Bawię się w dom i wychowanie dzieci.

    OdpowiedzUsuń

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.